Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


niedziela, 15 stycznia 2017

Czerwona naklejka, w kształcie serduszka

Może nie wszyscy kwestują szczerze – może niektórzy dla lansu.

Może nie wszyscy wolontariusze są uczciwi – w tak dużej grupie na pewno znajdzie się parę czarnych owiec, z pęsetą w kieszeni.

Może niektórzy, może nawet większość darczyńców wrzuca te pieniądze do skarbonek tylko dlatego, że wypada.

Może Jurek Owsiak bywa czasami irytujący.

Może niektórzy ludzie czują się nagabywani przez wolontariuszy. A nawet emocjonalnie szantażowani.

Może większość w pewien sposób narzuca przeciwnikom WOŚP swój punkt widzenia. Wystarczy niewiele – potępiające spojrzenie, prychnięcie, ukradkowe skrzywienie ust.

Może to jest kupowanie sobie czystego sumienia. Dowartościowywanie się tanim kosztem.
Może cała ta impreza jest kiczowata i w złym guście.



Ale dla ludzi, którzy zmuszeni są korzystać z ufundowanej przez WOŚP aparatury, nie ma to żadnego znaczenia.



Jurek, rób swoje. Jesteś wielki!

sobota, 31 grudnia 2016

Niech się już skończy

     Odgłosy zbliżającego się frontu, a w każdym razie bardzo je przypominające, uświadamiają mi, że kończy się rok. I dobrze. Niech się skończy. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie ten rok zapisał się czarnymi zgłoskami. Nawet jeśli nie wezmę pod uwagę czysto osobistych przeżyć, to i tak nie będę go miło wspominał.

     Oczywiście, ma tu wpływ wielki marsz ku przepaści, w jakim nasze państwo bierze udział, pośród burzy wiwatów i oklasków. Ale nie dlatego mam dość tego roku. W każdym razie, nie tylko dlatego. Przede wszystkim, ten rok już na zawsze pozostanie tym, w którym odeszło od nas tylu Wielkich, jak chyba nigdy przedtem, wyłączając lata wojen.

     Pozwolę sobie wymienić tylko tych najważniejszych dla mnie:

     David Bowie - którego trudno mi nawet sklasyfikować, jako że był wszechstronnym człowiekiem sceny. Legenda muzyki - no właśnie, jakiej? Do tego stopnia niedefiniowalny. Pamiętam czasy, gdy zdarłem sobie kasetę, w kółko słuchając "Absolute beginners". Człowiek, którego wpływ na dzisiejszą muzykę trudno przecenić.

     Dan Haggerty - młodsze pokolenie może go nie znać, ale moje zna go doskonale. Niezapomniany pan Adams, który w towarzystwie niedźwiedzia, przechadzał się po Górach Skalistych, czasem w towarzystwie swych przyjaciół - Jacka i jego muła "Number 7" oraz indiańskiego brata krwi, Nakomy. W pamięć zapadała zwłaszcza nostalgiczna ballada, kończąca każdy odcinek tego pięknego serialu.

     Glenn Frey - gitarzysta, wokalista i kompozytor, współzałożyciel legendarnego (często będę dziś używał tego słowa) zespołu The Eagles. A chciałoby się, żeby piekło jeszcze raz zamarzło...

     Bogusław Kaczyński - znany krytyk muzyczny i publicysta. Światowego formatu znawca i nieutrudzony propagator muzyki operowej. Człowiek, którego nie da się zastąpić nikim innym - bo był jedynym swego rodzaju. 

     Colin Vearncombe - lepiej znany jako Black. Brytyjski piosenkarz, autor i wykonawca przeboju z lat 80. "Wonderful life", który to utwór zna chyba każdy.

     Umberto Eco - włoski semiolog, profesor uniwersytetu we Florencji, no i pisarz, znany przede wszystkim z głośnej powieści "Imię Róży".

     Zdenek Smetana - postać, której nazwisko słyszało chyba każde polskie dziecko mojego pokolenia, ale nikt nigdy go nie widział, bowiem jego nazwisko pojawiało się dopiero na końcu dobranocki, w "napisach". Czeski scenarzysta i animator, twórca postaci Wodnika Szuwarka, Żwirka i Muchomorka.

     Marian Kociniak - znany aktor, niezapomniany pechowy starszy strzelec Franek Dolas, usiłujący pojmać zbójników Murgrabia, czy wodzący diabłów za nos Marcin Kabat. Starsze pokolenie pamięta doskonale tytułową piosenkę "Powtórki z rozrywki", zaśpiewaną jego aksamitnym i ciepłym głosem.

     Marek Bargiełowski - mniej znany, ale bardzo charakterystyczny aktor. Dla mnie osobiście niezapomniany Ścibor z filmu "Gniazdo", opowiadającym o początkach państwa polskiego. No i prezes spółdzielni mieszkaniowej ze "Zmienników".

     Prince Rogers Nelson - lepiej znany po prostu jako Prince. Amerykański muzyk, równie niedefiniowalny, co wspomniany wcześniej David Bowie. Dla mnie osobiście autor przede wszystkim piosenki "Purple Rain", której potrafiłem swego czasu słuchać w kółko, aż mi się kaseta nie wkręciła w rolki.

     Maria Czubaszek - satyryczka, dziennikarka, pisarka i czasem nawet aktorka, niezapomniana Babcia ze "Spadkobierców". Bardziej od niej samej znane były jej teksty, wygłaszane przez aktorów kabaretowych.

     Janusz Ekiert - krytyk muzyczny, muzykolog i dziennikarz, popularyzator muzyki klasycznej. Znany telewidzom przede wszystkim z teleturnieju "Wielka Gra", w którym często występował jako ekspert.

     Andrzej Wajda - legenda polskiego kina, reżyser filmowy i teatralny, przedstawiciel kina moralnego niepokoju, autor takich obrazów, jak  brawurowa adaptacja "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego, "Człowiek z Marmuru", czy "Ziemia obiecana", uhonorowany Oscarem za całokształt twórczości.

     Andrzej Kopiczyński - aktor, niezapomniany podporucznik Kotarski, Mikołaj Kopernik, czy przepięknie zagrany inżynier Stefan Karwowski.

     Leonard Cohen - kanadyjski bard, piosenkarz, poeta, autor niezapomnianych ballad, jak choćby "Hallelujah", "I'm your man", "In my secret world", czy "Dance me to the end of love".

     Jerzy Cnota - polski aktor, znany głównie z roli Gąsiora w "Janosiku" Jerzego Passendorfera.

     Robert Vaughn - amerykański aktor, niezapomniany odtwórca roli rewolwerowca Lee - jednego z "Siedmiu wspaniałych", czy majora Kreugera z "Mostu na Renie". Mimo stosunkowo niewielkiego dorobku, aktor na tyle charakterystyczny, że kojarzony przez wszystkich kinomanów.

     Fidel Castro - kubański polityk i dyktator. Trudno mi po nim płakać, ale dla mojego pokolenia, chcąc nie chcąc, urósł do rangi symbolu, wielkiego, znanego, aczkolwiek niekoniecznie godnego naśladowania.

     Tadeusz Chmielewski - polski reżyser i scenarzysta, autor takich komedii, jak "Gdzie jest generał", "Jak rozpętałem drugą wojnę światową", czy "Wiosna, panie sierżancie".

     John Glenn - amerykański astronauta, weteran programu "Mercury", pierwszy Amerykanin na orbicie okołoziemskiej.

     Bohdan Smoleń - aktor, satyryk, kabareciarz, członek niezapomnianego kabaretu Tey. Czy ktoś z Was nie słyszał nigdy Pelagii, pracującej w fabryce bombek?

     George Michael - brytyjski piosenkarz, kompozytor, członek zespołu WHAM, autor piosenek, nuconych przez połowę świata, jak "Careless whispers", "Freedom", czy "Wake me up".

     Carrie Fisher - amerykańska aktorka, znana przede wszystkim z Gwiezdnej Sagi, w której wcieliła się w księżniczkę Leię.

     Debbie Reynolds - jej matka, również aktorka, niezapomniana Kathy Selden z "Deszczowej Piosenki".

     Jak sami widzicie, nie mam powodów, by żegnać ten rok z żalem. Raczej z ulgą. I z nadzieją, że następny będzie lepszy. Silną nadzieją. Bo co musiałoby się stać, żeby było gorszy?

     I tego właśnie życzę Wam dziś, żegnając ten paskudny rok 2016.